Laurowiśnia przechodzi przez grudzień zielona, a w marcu widzisz zbrązowiałe, suche liście i myślisz, że zabił je mróz. Często winna jest woda, a raczej jej brak. Krzew ratują trzy proste rzeczy zrobione w październiku: obfite podlanie, gruba warstwa ściółki i osłona od wiatru oraz zimowego słońca.
Trzy rzeczy, które robię z laurowiśnią w październiku
Laurowiśnia wschodnia, czyli Prunus laurocerasus, nie zrzuca liści na zimę. Każdy liść przez całą zimę oddaje wodę. Dlatego jesienne zabiegi skupiam na jednym celu: krzew ma wejść w mrozy dobrze napojony i mieć spokój od tego, co go wysusza.
- Obfite podlanie przed przymrozkami. Gdy jesień jest sucha, leję wodę powoli pod sam krzew, a nie na liście, tak żeby przemoczyć ziemię głębiej, przy korzeniach. Robię to w cieplejszy dzień, póki gleba nie zamarzła. Najbardziej potrzebują tego krzewy posadzone w tym roku, bo ich korzenie sięgają jeszcze płytko.
- Ściółka wokół podstawy. Rozkładam grubą warstwę kory, kompostu albo suchych liści na całej powierzchni pod koroną. Ściółka trzyma wilgoć w ziemi, chroni korzenie i opóźnia głębokie przemarzanie gleby, więc krzew dłużej może pobierać wodę.
- Osłona od wiatru i zimowego słońca. Od strony, z której najczęściej wieje, i od południa przygotowuję osłonę z agrowłókniny rozpiętej na palikach albo z maty. Paliki wbijam w październiku, póki ziemia jest miękka, a samą agrowłókninę zakładam, gdy przychodzą mocniejsze mrozy. Młode, pojedyncze krzewy okrywam luźno białą agrowłókniną, która przepuszcza powietrze. Chodzi o cień i zatrzymanie wiatru, a nie o szczelne opakowanie.
Kolejność ma znaczenie: najpierw woda, potem ściółka. Ściółka położona na przesuszoną ziemię chroni przede wszystkim suchość, więc zawsze najpierw porządnie podlewam.
Dlaczego laurowiśnia usycha zimą, choć wokół jest wilgotno?
Ogrodnicy nazywają to suszą fizjologiczną. Liście laurowiśni są duże i zimozielone, więc parują także w środku zimy. W słoneczny, wietrzny dzień tracą sporo wody, a z zamarzniętej ziemi korzenie nie mogą jej uzupełnić. Krzew nie ma czym napoić liści, więc te zasychają najpierw od brzegów, a potem brązowieją w całości.
Dlatego zimą problemem bywa nie tylko sam mróz, lecz także wysuszający wiatr i słońce. Sam to zauważyłem na swoich krzewach: najwięcej brązowych liści pojawiło się po stronie wystawionej na wiatr i słońce, a część schowana za płotem została zielona.
Trzy październikowe zabiegi działają razem. Woda w glebie to zapas na zimę, ściółka chroni go przed szybkim przemarznięciem, a osłona zmniejsza parowanie z liści. Jeden zabieg bez dwóch pozostałych daje wyraźnie słabszy efekt.
Kiedy jesienne zabezpieczenie nie wystarczy
Na otwartej działce, gdzie wiatr hula przez całą zimę, nawet dobrze przygotowana laurowiśnia może ucierpieć. Ten gatunek najlepiej rośnie w miejscu zacisznym, półcienistym, z żyzną, przepuszczalną i umiarkowanie wilgotną glebą. Jeśli krzew co wiosnę wygląda gorzej mimo pielęgnacji, przyczyną zwykle jest stanowisko.
W takim ogrodzie przydaje się stała osłona: ażurowy płot, ściana budynku albo wyższe krzewy po stronie, z której wieje. Przy nowych nasadzeniach w chłodnym, wietrznym miejscu warto sięgnąć po odmiany, które lepiej znoszą takie warunki: ‘Novitę’, ‘Zabelianę’ albo ‘Schipkaensis’. Liczy się mikroklimat ogrodu, a nie tylko odporność deklarowana na etykiecie.
Nie każdy brązowy liść oznacza utratę krzewu. Jeśli wiosną pąki na pędach są żywe, laurowiśnia zwykle odbija. Zaschnięte końcówki przycinam dopiero wtedy, gdy minie ryzyko mrozów, a nowe przyrosty szybko zasłaniają ślady zimy.