Patrzysz na trawnik pod dużym drzewem i już sięgasz po grabie? Zanim zaczniesz, sprawdź dwie rzeczy: czy spod liści prześwituje trawa i czy liście są suche. Jeśli tak, wystarczy przejechać po nich kosiarką. Drobinki wpadną między źdźbła i tam się rozłożą. Grabie są potrzebne tylko na mokre, zbite płaty.
Najpierw test: widzisz trawę czy tylko liście?
Zanim wyciągnę kosiarkę z garażu, obchodzę trawnik i patrzę na niego z góry. Jeśli między liśćmi wyraźnie widać zieleń, a liście leżą luźno i szeleszczą pod butem, nadają się do mielenia. Jeśli tworzą niemal jednolity dywan, spod którego trudno dostrzec murawę, kosiarka sobie nie poradzi i tylko narobię sobie kłopotu.
Druga rzecz to wilgotność. Liście po deszczu sklejają się w ciężkie płaty i przylegają do darni. Taki widok to dla mnie sygnał, że tę partię trzeba zgrabić, a nie mielić.
Suche liście przejedź kosiarką
Na mulczowanie wybieram suchy dzień. Suche liście kosiarka tnie na drobne kawałki, które opadają między źdźbła, a mokre kleją się, gorzej się rozdrabniają i potrafią zapchać kosiarkę.
Po pierwszym przejeździe oceniam efekt. Jeśli na powierzchni zostały duże kawałki albo zwarta warstwa zmielonych resztek, przejeżdżam kosiarką drugi raz.
Taka drobnica nie leży tam na darmo. Rozkłada się stopniowo i oddaje do gleby część składników mineralnych, a materia organiczna poprawia strukturę ziemi i pomaga jej zatrzymać wodę.
- Kiedy: w suchą pogodę, gdy liście są luźne.
- Ile: niewielka, cienka warstwa, spod której widać trawę.
- Efekt: po koszeniu drobinki znikają między źdźbłami, zamiast tworzyć nową kołdrę.
Kiedy grabie są jedynym wyjściem?
Mokra, gruba kołdra liści to już nie pożywka dla gleby, tylko problem. Zabiera trawie światło, przygniata źdźbła i trzyma przy nich wilgoć. Zostawiona na zimę zwiększa ryzyko kłopotów z darnią w okresie zimowym i zaraz po zejściu śniegu.
Grabię więc zawsze, gdy liście:
- przykrywają trawę niemal jednolitą warstwą,
- są bardzo mokre i zbite w ciężkie płaty,
- zaczynają gnić.
Pod dużym drzewem nie próbuję zmielić wszystkiego naraz. Najpierw zbieram większą część, a resztę rozdrabniam kosiarką. Najlepiej sprawdza się regularność: mielę liście na bieżąco, w miarę jak spadają, zamiast czekać, aż urośnie z nich gruba warstwa.
Zgrabione liście też się przydadzą
Tego, co zbiorę grabiami, nie wywożę z ogrodu. Liście dobrze sprawdzają się jako ściółka pod drzewami i krzewami. Można je też dorzucić do kompostu albo przeznaczyć na ziemię liściową, choćby robioną w worku.
Zanim trafią na pryzmę, przejeżdżam po nich kosiarką. Mniejsze kawałki mają większą powierzchnię kontaktu z wilgocią i mikroorganizmami, więc rozkładają się szybciej niż całe liście. Dzięki temu nawet zgrabiona część jesiennego opadu wraca do ogrodu jako materiał, a nie jako odpad.