Planujesz w weekend skoczyć do lasu po kilka gałązek jodły na stroik? Zanim weźmiesz sekator, wiedz, że w cudzym lesie grozi za to grzywna do 250 zł albo nagana. Straż Leśna w akcji „Stroisz 26” do 31 października patroluje lasy i sprawdza stoiska z wiązankami.
Skąd wziąć gałązki, żeby nie mieć kłopotów
Legalny stroisz ma dwa główne źródła. Pierwsze to specjalne plantacje. Drugie to materiał pozyskany przy pracach pielęgnacyjnych prowadzonych w lesie.
Firmy, które handlują takim materiałem, mają dokumenty potwierdzające, skąd go wzięły. Jeśli kupujesz większy zapas gałązek do własnych wiązanek, zapytaj o to wprost. Uczciwy sprzedawca nie ma powodu się obrażać.
Inaczej wygląda sprawa z drzewem z własnego ogrodu. Przepis o grzywnie dotyczy lasu, który do ciebie nie należy, więc kilka gałązek ze swojego świerka czy jodły to nie to samo co wyprawa po cudze. Tnij jednak z głową. Leśnicy ostrzegają, że intensywne obcinanie młodego drzewa może zahamować jego wzrost, osłabić je, zniekształcić koronę, a w najgorszym razie doprowadzić do obumarcia. Kiedy sam przycinałem młodego świerka pod stroik, brałem pojedyncze gałązki z różnych stron, żeby nie ogołocić jednego boku.
Czy kupujący stroik może dostać mandat?
Samo kupienie wiązanki z naturalnych gałązek nie robi z ciebie współwinnego. Nie przesądza o tym ani niska cena, ani wygląd stroika, ani to, że sprzedawca nie pokazał ci żadnego dokumentu.
Granica leży gdzie indziej. Kodeks wykroczeń karze tego, kto kupuje pniaki, krzewy, korzenie albo gałęzie ze świadomością, że ktoś je nielegalnie wyciął lub zabrał z lasu. Dotyczy to także kogoś, kto pomaga takie gałęzie sprzedać lub ukryć. Jeśli więc znajomy proponuje ci naręcze jodły i otwarcie mówi, że naciął je w cudzym lesie, kupując, wchodzisz w tę sytuację.
Lasy Państwowe apelują, żeby wybierać stroisz z legalnych, sprawdzonych źródeł. W praktyce oznacza to sprzedawcę, który potrafi powiedzieć, skąd ma materiał, i ma na to papiery.
Straż Leśna zagląda też na stoiska
Akcja „Stroisz 26” trwa od 19 do 31 października i obejmuje całą Polskę. Strażnicy nie ograniczają się do lasów. Sprawdzają także miejsca, w których gałązki i gotowe dekoracje trafiają do klientów, i weryfikują, czy oferowane produkty leśne mają legalne pochodzenie. Rok temu taką kontrolą objęto 184 podmioty gospodarcze.
Kary, fotopułapki i zeszłoroczne liczby
Za zbieranie w cudzym lesie gałęzi, a także m.in. kory, mchu, ściółki, wrzosu, szyszek czy ziół, Kodeks wykroczeń przewiduje grzywnę do 250 zł albo naganę. To nie zawsze koniec. Kto w cudzym lesie wycina krzewy, korzenie czy gałęzie albo je łamie i niszczy, odpowiada z innego przepisu. Wtedy grozi grzywna, a sąd może dodatkowo orzec nawiązkę. Regina Klimaszewska, rzeczniczka Lasów Państwowych, zaznacza, że zależnie od okoliczności w grę wchodzą też przepisy o niszczeniu roślinności.
Wpaść z sekatorem w ręku jest dziś łatwiej, niż się wydaje. Poza patrolami Straż Leśna korzysta, w zależności od miejsca, z monitoringu wizyjnego, fotopułapek i dronów, a do działań mogą dołączyć inne służby.
Podczas zeszłorocznej akcji, prowadzonej między 23 października a 2 listopada 2025 r., strażnicy odnotowali 3296 różnych zdarzeń. Nielegalne pozyskanie stroiszu stwierdzono 17 razy, a wartość zabranych gałęzi oszacowano na 1837,50 zł. Trzy razy chodziło o inne rośliny i organizmy zbierane na ozdoby, m.in. mech, porosty i grzyby. Najwięcej, bo aż 2633 razy, strażnicy interweniowali jednak wobec kierowców, którzy bez prawa wjechali autem lub innym pojazdem między drzewa.
Kwota 1837,50 zł nie oddaje prawdziwej szkody. Młode drzewo, z którego ktoś zdarł kilka naręczy gałązek, może już nie dojść do siebie, a straty przyrodnicze bywają znacznie większe niż wartość samego materiału na stroiki.