Przez lata zostawiałem jesienią zaschnięte liście bylin na rabacie, bo uważałem je za naturalną ściółkę. Wiosną fioletowobrązowe plamy wracały na piwonie jak w zegarku. W tym sezonie sprawdziłem inny sposób: ciąłem pędy nisko nad ziemią, zbierałem wszystkie resztki do pojemnika i nie wrzucałem ich do swojego kompostownika.
Jak porządkowałem rabatę z chorymi liśćmi
Zacząłem od obejrzenia liści. Fioletowobrązowe plamy, które powiększają się i zlewają, szczególnie przy brzegach, oraz czerwonobrunatne smugi na łodygach mogą świadczyć o plamistości liści piwonii, za którą odpowiada m.in. grzyb Cladosporium paeoniae. Brunatne plamy połączone z więdnięciem, gniciem i szarym nalotem przy dużej wilgotności wskazują raczej na grzyby z rodzaju Botrytis, czyli szarą pleśń. Sam kolor plam nie przesądza o rozpoznaniu, ale w obu przypadkach postępowanie z resztkami jest podobne.
Wyraźnie porażone liście usuwałem wcześniej, nie czekając na pełne zaschnięcie kępy. Zdrowe, zielone liście zostawiałem, bo nadal prowadzą fotosyntezę. Całą część nadziemną piwonii zielnej ściąłem dopiero wtedy, gdy zaczęła naturalnie zamierać, po pierwszych przymrozkach.
Pracowałem w suchy dzień, z ostrym sekatorem, w rękawicach i z pojemnikiem obok. Każdy pęd ścinałem osobno, tuż nad gruntem, bez wciskania ostrza w karpę. Ścięte fragmenty od razu lądowały w pojemniku, a opadłe liście wybierałem ręką, także spomiędzy sąsiednich roślin.
Co wyszło z jesiennych porządków
Najważniejsza lekcja dotyczyła resztek. Zaschnięcie liścia nie oznacza, że patogen zniknął. Grzyby mogą przetrwać zimę w porażonych tkankach, a Botrytis tworzy dodatkowo struktury przetrwalnikowe, które zostają w obumarłych resztkach i glebie. Porażone liście zostawione na rabacie mogą więc stanowić źródło zakażenia w kolejnym sezonie.
Drugie odkrycie dotyczyło grabi. Przy samej karpie znajdują się pąki odnawiające, dlatego zamiast mocno przeciągać tam grabiami, przy podstawie rośliny pracuję teraz wyłącznie ręką.
Muszę też uczciwie przyznać, że jesienne sprzątanie zmniejsza ryzyko nawrotu choroby, ale nie daje pełnej ochrony. Zarodniki mogą przylecieć z innych miejsc, więc w kolejnym sezonie i tak obserwuję liście.
Co zmieniam na stałe w jesiennej pielęgnacji bylin
Porażonych resztek nie wrzucam już do zwykłego, chłodnego kompostownika. Trafiają do śmietnika albo do kompostowni gminnej, gdzie odpady kompostuje się w wysokiej temperaturze. Po pracy czyszczę sekator z ziemi i resztek tkanek, a przy przechodzeniu od chorej rośliny do kolejnej robię to od razu.
Nie przenoszę zasad z piwonii zielnej na drzewiastą. Piwonii drzewiastej nie ścinam przy gruncie, bo z jej zdrewniałych gałęzi rozwijają się kolejne przyrosty. Zbieram tylko opadłe liście, a chore lub martwe gałęzie przycinam zależnie od stanu krzewu.
Odpuściłem też grube ściółkowanie środka kępy. Nie przekopuję karpy i nie zasypuję jej. Jeśli chcę poprawić glebę, rozsypuję cienko dojrzały kompost, ciemny, sypki i pachnący ziemią, zostawiając wolne miejsce przy samej podstawie rośliny. Unikam świeżo skoszonej trawy, niedojrzałego kompostu i świeżego obornika, bo mogą się nagrzewać i przyciągać ślimaki. Wilgotna, ciężka warstwa przy karpie sprzyja gniciu, a tego przy chorej roślinie chcę uniknąć najbardziej.