Rano wychodzisz do ogrodu, naciskasz butem ziemię pod krzewem i czujesz cienką, twardą skorupkę. Jeśli przymrozki przychodzą już co noc, to dla mnie sygnał, że można sięgać po agrowłókninę. Wcześniej okryty krzew stoi w cieple i wilgoci, wolno obsycha i łatwo łapie choroby grzybowe.
Zamarznięta skorupka ziemi mówi więcej niż kalendarz
Nie ma jednej daty, w której okrywa się cały ogród. Termin, który w jednym roku pasuje idealnie, przy ciepłej jesieni bywa znacznie za wczesny. Dlatego patrzę na ziemię i na prognozę, a nie na kartkę w kalendarzu.
Biorę się za okrywanie, gdy spełnione są dwa warunki naraz. Przymrozki przychodzą noc w noc, a nie raz na jakiś czas, a prognoza pokazuje trwałe ochłodzenie zamiast jednej mroźnej nocy wciśniętej między łagodne dni. Lekko zamarznięta wierzchnia warstwa gleby rano potwierdza, że zima naprawdę się zaczyna.
Sprawdzam to w kilku miejscach. Krzew przy południowej ścianie domu ma cieplej niż ten sam gatunek na otwartym trawniku, gdzie hula wiatr, więc ziemia pod nimi zamarza w różnym czasie.
Co się dzieje pod włókniną w ciepły listopadowy dzień?
Wyobraź sobie krzew owinięty jeszcze w październiku. Przychodzi słoneczny listopadowy dzień, po nocnym deszczu i rosie gałęzie są mokre, a pod okryciem robi się ciepło i parno. Liście i pędy schną dużo wolniej niż na otwartym powietrzu.
Taki mikroklimat sprzyja chorobom grzybowym, zwłaszcza w gęstej koronie, przez którą powietrze ledwo przechodzi. Tak właśnie krzew pod włókniną zaczyna pleśnieć. Drugi problem jest mniej widoczny: roślina, której jest ciepło, później hamuje wzrost i wolniej wchodzi w spoczynek. Hartuje się słabiej, choć okrycie miało jej pomóc przetrwać zimę.
Biała agrowłóknina zimowa przepuszcza powietrze i wodę, więc jest o niebo lepsza od szczelnej folii. Mimo to nie powinna tygodniami otulać roślin przy temperaturach na plusie, a jesienią w nasłonecznionych miejscach zdarzają się dni z kilkunastoma stopniami.
Kopczyki i ściółka też mogą poczekać
Ta sama zasada dotyczy tego, co kładę na ziemię. Gruby kopczyk usypany na ciepłą, wilgotną glebę zamyka pod sobą ziemię, która długo pozostaje aktywna biologicznie, zamiast chronić ją przed mrozem.
Korę, suche liście czy inny materiał do ściółkowania rozkładam dopiero po wyraźnym ochłodzeniu. Dla wielu krzewów taka warstwa nad korzeniami jest zresztą ważniejsza niż owijanie całej korony, bo ogranicza głębokie przemarzanie podłoża.
Kiedy okrywam wcześniej i co zostawiam bez osłony
Są rośliny, przy których nie czekam na skorupkę ziemi. Wcześniej okrywam:
- młode egzemplarze i krzewy świeżo posadzone, które nie zdążyły się jeszcze zadomowić,
- gatunki na granicy mrozoodporności, szczególnie wrażliwe na mróz,
- rośliny w chłodnych, wietrznych miejscach, gdzie mroźny, wysuszający wiatr i gwałtowne wahania temperatury dają im w kość.
Zdrowe, dobrze dobrane do klimatu i prawidłowo posadzone krzewy i byliny zwykle w ogóle nie potrzebują osłony części nadziemnej. Owijanie niemal wszystkiego, co rośnie w ogrodzie, to jeden z najczęstszych jesiennych błędów i bardziej roślinom przeszkadza, niż pomaga.
Osobną grupą są zimozielone krzewy: różaneczniki, laurowiśnie, ostrokrzewy. Ich liście tracą wodę przez całą zimę, a z zamarzniętej gleby korzenie nie pobiorą jej dość, więc grozi im susza fizjologiczna. Przed dłuższym mrozem, zwłaszcza po suchej jesieni, porządnie je podlewam. Agrowłóknina przychodzi później, jako osłona przed zimnym wiatrem i ostrym zimowym słońcem, i nie zastąpi wody.